IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Góry Lodowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Celestia
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2177
Dołączył : 23/03/2014
Wiek : 23
Skąd : Łódź

PisanieTemat: Góry Lodowe   Nie 21 Gru 2014, 23:17



Poza lasami i śniegiem motywem przewodnim wyspy są jeszcze ogromne, odrobinę przerażające góry. Otaczają one północną część krainy i mało kto w ogóle się w nie zapuszcza. Mimo to, znajdują się śmiałkowie, którym zimno, wilgoć i przede wszystkim ogromna samotność ani trochę nie przeszkadzają!



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 22
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Góry Lodowe   Sob 17 Sty 2015, 19:59

W pałacu królowej Elsy od dłuższego czasu nic, ale to zupełnie nic się nie działo. Postanowiłem więc udać się na mały rekonesans po tej interesującej krainie. Wszak wcześniej nie miałem na to zbytnio czasu, gdyż przybyłem spóźniony. Teraz miałem aż zanadto czasu, aby zwiedzić co nieco. Wyszedłem z pałacu zabierając ze sobą pokemony i zatrzymałem się przed wrotami. Gdzie teraz powinienem się udać? Jako, że był stąd dobry widok na całe królestwo rozejrzałem się za ciekawymi miejscami. Niestety mało co było tu ciekawe. Być może z tego powodu, że większość ludzi wciąż przebywała na balu. No dobra, nie większość, a wszyscy. Tak więc jakby nie patrzeć mogłem robić co mi się żywnie podoba. Zapewne nawet bez problemu udałoby mi się wejść do mieszkań tutejszych mieszkańców i nikt by o tym nie wiedział dopóki nie wróciłby do swojego domu. Jednak nie należałem do ludzi tego pokroju. To nie był mój styl. Co prawda, gdyby to było konieczne i wymagała tego sytuacja to bez trudu wdarłbym się do jakiegoś mieszkania. Teraz jednak nic mnie do tego nie skłaniało. Dzielnica handlowa była opustoszała. Jedynie osobnicy, którzy nie wybrali się na bal, bo ważniejsze były dla nich interesy, krzątali się wokół swoich straganików. Tak przynajmniej przypuszczałem, gdyż dla mnie były to tylko niewielkie postacie krzątające się wokół stoisk. Z tego miejsca przypominali mi oni hobbitów. Kolejne lokacje też zbytnio nie przykuły mojej uwagi.  Były takie… Zwyczajne. Dopiero gdy spojrzałem w kierunku gór wiedziałem, gdzie chcę się udać. I tak właśnie trafiłem w miejsce, gdzie strome zbocza górowały nad miastem, a każda kolejna góra wyższa od drugiej. Można by wręcz pomyśleć, że to coś w rodzaju zawodów a’la konkurs piękności, tylko, że tym razem polegał on na tym która z gór będzie wyższa. Zaiste był to wspaniały widok. Szczyty pokryte były białym puchem. Nawet najmniejszy hałas mógł wywołać lawinę zdolną zmieść wszystko co napotka na swej drodze. Wizja ta niezbyt przypadła mi do gustu. Nie chciałem ginąć w ten sposób. Nie chciałem w ogóle umierać. Jedną z rzeczy, których boję się najbardziej to właśnie śmierć. Sama myśl o tym, że kolejnego dnia miałbym się już nie obudzić… Że miałoby mnie tu nie być lub gdziekolwiek indziej powodowała w moim sercu lęk. To prawda, że prędzej czy później każdy będzie musiał odejść w zapomnienie, przenieść się do wiecznej krainy, ale nie chciałem robić tego już teraz. Jeszcze tyle do zrobienie mam w życiu. Zdecydowałem, że udam na mała wycieczkę wśród śnieżnych szczytów, ale będę do tego potrzebował pomocy. Miałem do tego zadania partnera idealnego.
- Regice pokaż się! – wypuściłem swojego nowego partnera. Legendarny lodowy pokemon z Hoenn. Pogłoski głoszą, że Regice, Regirock i Registeel to strażnicy potężnego Regigigasa. Nie miałem jednak okazji by się o tym przekonać, choć na pewno bardzo chciałbym to uczynić. To byłoby niesamowite doznanie. Teraz zastanawiało mnie tylko jedno. Czy będę w stanie dogadać się z Regicem? Wszak legendarne pokemony znacznie różnią się od zwykłych stworków. Mam nadzieję jednak, że wszystko pójdzie w jak najlepszym porządku.
- Witaj Regice, jestem Rafael Grammer. Twój nowy trener. – przedstawiam się pokemonowi złożonemu z brył lodu – Znajdujemy się w Lodowej Krainie i postanowiłem udać się na małą wycieczkę… Chciałbym, abyś mi towarzyszył. To dobry moment by lepiej się poznać. – zwracam się przyjaźnie, ale stanowczo do swojego pokemona. Nie chciałem, aby uznał mnie za jakiegoś słabeusza lub coś. Kto wie jakby to wpłynęło na jego zachowanie i stosunek do mnie. Ruszyliśmy więc na wyprawę, ale byłem również gotów by wrócić do pałacu, gdy ta wycieczka mi się znudzi. Regice miał mi zapewnić bezpieczeństwo, bo przecież kto inny jak pokemon tak bardzo zżyty z lodem nadawałby się bardziej do takiej wyprawy. Wędrowałem tak przez chwilę, gdy nagle coś dostrzegłem. Coś mignęło mi przed oczami. Potrząsnąłem głową, jakby nie mogąc uwierzyć w to co widziałem. Czy to naprawdę mógł być on? Czy to tutaj mieszka święty Mikołaj? A może to było tylko zwykłe złudzenie. Wszak nie zdążyłem mu się dokładnie przyjrzeć. Oczywiście, że to pewnie tylko złudzenie. Coś jak pustynna fatamorgana wywołana wysoką temperaturą. Z tym, że tu było, bardzo, ale to bardzo zimno. Poprawiłem kurtkę zapinając się po sama szyję. Postawiłem kołnierz, aby osłaniał moją szyję przed wiatrem, który hulał między górami i był naprawdę bardzo mroźny. Wycieczka przebiegała naprawdę bardzo mile. Mogłem pobyć tutaj w całkowitej samotności, bez towarzystwa innych ludzi. To było to, co mi najbardziej odpowiadało. Wolność. Jedno słowo, jedno uczucie dające tyle radości. Czy jednak na pewno jestem tutaj sam? Czy może jednak jest tu ktoś jeszcze lub ktoś ma zamiar się tu pojawić i przerwać mi mój błogi wypoczynek. Takie miejsca jak to sprawiały, że czułem się jak nowo narodzony. Śnieg zaczął sypać coraz intensywniej, więc trzeba było się gdzieś ukryć.
- Choć Regice, poszukamy jakiegoś schronienie. – zwróciłem się do pokemona i rozpocząłem rozglądanie za jakimś miejscem, które by nas ochroniło. Nie było to wcale takie łatwe, gdyż zawierucha skutecznie nam to utrudniała. Jednak w końcu znalazłem coś w rodzaju jaskini lub skalnej wnęki, gdzie mógłbym się ukryć. Zbliżyłem się tam by przeczekać wichurę. Oparłem się wygodnie o ścianę. Nie byłem jednak sam. Ktoś tu już był, ale wcześniej go nie zauważyłem, a i twarzy nie mogłem wyraźnie rozpoznać, gdyż była owinięta szalikiem tak szczelnie, że widać było tylko oczy.
- Witam. – rzuciłem krótko zwijając się w kłębek, by zrobiło się cieplej.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Góry Lodowe   Sob 17 Sty 2015, 22:50

Na początku przyjęcia uważałem, że przebywanie z dużą ilością ludzi, tym bardziej z grupką trenerów, będzie jakoś do wytrzymania, mimo mojego początkowego zniechęcenia. Gdy bal dopiero się rozpoczynał, atmosfera była bardzo miła, jednak im dłużej on trwał, tym ta magiczna aura powoli się ulatniała. Moje początkowe postanowienie abstynencji wzięło górę, więc po drugim kieliszku wina zaprzestałem dalszego przyjmowania napojów wyskokowych. W pewnym momencie chciałem odsapnąć, więc przeprosiłem moich współtowarzyszy i współtowarzyszki, schowałem Hikari'ego do kuli i wyszedłem na zewnątrz pałacu.

Opuszczając ciepłe wnętrza pałacu, spodziewałem się, że pożałuję wyjścia na dwór. Przeszedł po mnie dreszcz, gdy tylko przypomniałem sobie o chłodzie i zimnym wietrze, który doskwierał mi w drodze do pałacu. Tym razem jednak się pozytywnie rozczarowałem. Po wcześniejszej złej pogodzie nie było nawet śladu. Nie wyczuwało się żadnych podmuchów, nawet lekkiego wicherku, padał lekki śnieżek. Przed pałacem nadal stały powozy, które widziałem przy wędrówce na przyjęcie. Drewniane pojazdy przykryte były cienką warstwą białego puchu. Odszedłem kawałek od nich i spojrzałem na miasto, które było idealnie widoczne z tego miejsca. Między uliczkami znajdowały się światła latarni, które rozświetlały okoliczne budynki. Z powodu późnej już pory nie widziałem już w mieście żadnych ludzi, jednak mogło to być również spowodowane sporą odległością. Żeby nie przymarznąć do podłoża, postanowiłem się trochę przejść w okolicach zamku. Rozejrzałem się wokół. Pomysł powrotu do miast od razu upadł z powodu odległości aglomeracji od Zimowego Pałacu. W niedalekiej odległości zauważyłem monstrualne wzniesienia. Wydawały się one trochę straszne z powodu swojej... monstrualności.
- Hmm. Czemu nie? - pomyślałem, po czym schowałem ręce do kieszeni mojego kruczoczarnego płaszcza i ruszyłem w stronę gór.

Po kilku minutach średnio szybkiego marszu znajdowałem się już w dolinie, która znajdowała się pomiędzy dwoma stromymi szczytami. Szedłem sobie powoli i napawałem się widokiem. W oddali majaczyły na niebie jaśniejsze paski.
- Niedługo będzie ranek. - powiedziałem cicho. - Niedługo również będę musiał opuścić to miejsce.
Pobyt w tak uroczym miejscu, jakim była Kraina Lodu, to wspaniałe przeżycie. Niestety, tak jak planowałem od samego początku, przybyłem tutaj głównie dla przyjęcia. Możliwe, że zabawię jeszcze tutaj trochę, ale i tak w końcu będę musiał wrócić do Johto i kontynuować swoją podróż w... wiadomym mi celu. Wypuściłem z ust powietrze. Przed moją twarzą pojawiła się biała chmurka. Stałem tak tutaj, praktycznie na krańcu świata, i oglądałem widoki, których większość ludzi nie miała okazji zobaczyć. Uśmiechnąłem się. To była jedna z zalet bycia trenerem bądź koordynatorem. Możliwość podróżowania, zwiedzania różnych zakamarków całego świata, przemierzania nieznanych terenów oraz oglądania takich pięknych miejsc jak to. Moje rozmyślenia przerwał powiew zimnego wiatru, który nagle się pojawił. Owinąłem się szczelniej szalikiem, przywdziałem rękawiczki i jako tako założyłem czapkę na moje wiecznie nastroszone włosy.
- Pora powoli wracać. - postanowiłem, gdy ponownie zawiał wiatr i zaczynało mi się robić zimno.

Ruszyłem w drogę powrotną do pałacu. W pewnym momencie w oddali ujrzałem dwie postacie. O ile jedną mogłem w pełni zidentyfikować jako człowiek, to w przypadku drugiej postaci takie stwierdzenie byłoby wysoce błędne. Drugi zarys był mniej więcej takiego samego co człowiek, jednak inne cechy wyglądu wskazywały na to, że musiał to być pokemon. Jednakże mimo wzmożonego wysiłku mojego mózgu nie mogłem sobie przypomnieć żadnego stworka, który przypominał tego. Zatem musiał być to jakiś rzadki pokemon, bądź...
- Legenda. - wypowiedziałem cicho to słowo. - Jednak co by ona robiła w takim miejscu?
Postanowiłem podejść bliżej stworka, żeby móc go lepiej zidentyfikować. Im bardziej zmniejszałem odległość, tym byłem bardziej zdumiony i zaskoczony. Będąc już kilka metrów od pokemona mogłem już powiedzieć, kim on był. Przede mną stał legendarny golem z regionu Hoeen...
- Regice. - ruszyłem dalej za stworkiem, który wchodził do groty.
Po chwili również i ja wkroczyłem do wnęki w skale. Było tu przyjemniej niż na śnieżycy, która rozpętała się na zewnątrz. Zauważyłem, że pod ścianą siedzą już jakieś dwie osoby. Jedną rozpoznałem od razu, był to Rafael, którego widziałem już wcześniej podczas przyjęcia. Niestety druga osoba była szczelnie opatulona i niedane było mi ujrzeć jej twarzy.
- Hejka Rafael. - przywitałem się z chłopakiem. - Kim jest... twój towarzysz? - spytałem go.



Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wojas021
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2367
Dołączył : 29/03/2014
Wiek : 22
Skąd : Małopolska

PisanieTemat: Re: Góry Lodowe   Pon 19 Sty 2015, 20:07

- Poznaj Regica, to mój nowy pokemon. – przedstawiłem Remigiuszowi swojego partnera w tej samotnej wędrówce po górach. Samotnej przynajmniej do tego czasu.  Ciekawe co go skłoniło do przyjścia w to miejsce. Cóż, warto o to zapytać.
- I ciebie znudziła ta cała zabawa w pałacu? – zapytałem na dobry początek. Jak widać nie byłem jedyny, któremu cała ta zabawa wychodziła bokami.  Śnieżyca trochę zelżała, toteż trochę się odkryłem. Fakt faktem trzeba będzie w końcu stąd odejść. Może kiedyś jeszcze dane będzie mi odwiedzić te góry, kto wie.
- Tak więc… Co cię tutaj sprowadziło w te góry? – rzucam pytaniem, na które od samego początku, gdy zobaczyłem tu Remigiusza mnie nurtowało.  
Ręce miałem jak z lodu. Właściwie to nie tylko ręce. Czułem się jakbym właśnie powoli stawał się lodową bryłą tak jak Regice. Zakończyć wędrówkę tutaj jako lodowy pomnik… Nie byłoby to miłe. Sięgnąłem za pazuchę po pokeball z Cyndaquilem.
– Cydaquil, proszę odpal płomień na swoim grzbiecie, abym mógł się nieco ogrzać. – zwróciłem się z prośbą do swojego pokemona. Liczyła się każda odrobina ciepła. Cyndaquil zrobił to o co go poprosiłem, choć pierwszy jego płomień był tak duży, że lekko sparzył mi ręce. Skarciłem go spojrzeniem, gdy ten chichotał pod nosem. No cóż, taka już jego natura. Lubi robić wszystkim w około na złość. Po chwili jednak mogłem się swobodnie ogrzać i poczułem się o wiele lepiej. Cyndaquil szybko opadł z sił. Nawet ognistym pokemonom nie służy tak niska temperatura. Trudno się dziwić. Wziąłem go więc na ręce i przytuliłem do siebie. Wzajemnie powinniśmy się w ten sposób choć troszkę ogrzać.
- Cóż, trzeba się stąd zbierać. Bal dobiega końca, a nie chce mi się czekać nie wiadomo ile na kolejny prom. – zwracam się do Remigiusza wstając na równe nogi. Tak, to był już czas, aby udać się na prom i odpłynąć z powrotem do swojego regionu. Pewnie wizyta w tej krainie zbytnio nie zapadnie mi w pamięć, ale zawsze to jakieś wspomnienie. Machnąłem ręką na pożegnanie i udałem się w dalszą wędrówkę. Tym razem powrotną. To jednak wcale nie było takie łatwe. Śnieżyca, mimo, że krótkotrwała zasypała wszystkie ślady. Wszystko wyglądało identycznie jak wtedy gdy tu wkraczałem. Dodatkowo nie miałem pojęcia skąd właściwie przybyłem. No pięknie, zgubić się jeszcze na sam koniec. Gdy zastanawiałem się w którym kierunku powinienem się udać, aby wyjść w znajomym mi miejscu  poczułem szarpnięcie. Odwróciłem głowę w bok. Regice zamruczał coś w swoim języku i wskazał mi w niebo. Nie wierzyłem w to co tam widzę. Na niebie dostrzegłem nic innego jak legendarnego ptaka z Kanto… Articuno. Majestatyczny ptak szybował w powietrzu. Regice znów coś zamruczał.
- Powinniśmy za nim iść? – zapytałem swojego pokemona. Ten skinął twierdząco głową i ruszyliśmy w drogę. Po długiej wędrówce wyszliśmy na skraj miasta. W życiu nie przypuszczałbym, że tak daleko zaszliśmy, ale widać, że śnieżyca zrobiła swoje. Udało nam się wyjść. Spojrzałem jeszcze raz w niebo, ale… Jego już tam nie było.
- Dziękuję! – wrzasnąłem co sił w płucach nie przejmując się, że może to spowodować lawinę. Choć teraz zacząłem się zastanawiać czy to nie jakieś omamy. Ale Regice w końcu coś mi pokazywał. Tak czy inaczej czas udać się do portu.
– Dziękuję za pomoc Regice. – rzekłem zawracając legendarnego pokemona do jego Balla.




Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: Góry Lodowe   Sro 21 Sty 2015, 15:59

Gdy stanąłem przed obliczem lodowego giganta, w jednej chwili znieruchomiałem. Legendarny pokemon, o którym miałem jedynie okazję czytać w zakurzonych księgach w bibliotece, stał właśnie przede mną. Interesowałem się regionem Hoeen i związanym z tamtym miejscem legendami i przekazami. Nie jeden raz trafiałem na wzmiankę o triu legendarnych golemów, ale nigdy nie sądziłem, że uda mi się stanąć z którymkolwiek z nich twarzą w twarz.
- Nie wspominałeś, że udało ci się schwytać tak rzadki dosyć specyficzny rodzaj pokemona. – powiedziałem do Rafaela.
Postawa chłopaka nie wydawała mi się jednak dziwna. Przez całe kilkugodzinne przyjęcia mało mówił i był raczej gdzieś z boku. Nic dziwnego, że nie wspominał o fakcie schwytania pokemona, w którego istnienie zapewne nie każdy człowiek wierzył.
- To, że pochwycił tak wspaniałego pokemon ukazuje to, jak wspaniałym trenerem jest Rafael. Regice nie jest pospolitym pokemonem, tylko legendą, więc nie mógłby być podopiecznym pierwszego lepszego trenera. To, że go słucha, już powinno być dla niego wielkim wyróżnieniem.
 
Z mojego krótkiego zamyślenia wyrwało mnie pytanie chłopaka dotyczące powodu opuszczenia przeze mnie przyjęcia.
- Nie, żeby jakoś mi specjalnie obrzydła, po prostu… chciałem się troszku przewietrzyć na świeżym powietrzu. – odparłem wymijająco.
Sam fakt, że chciałbym się przewietrzyć na kilkunastostopniowym mrozie, była dosyć dziwny, ale cóż... To zawsze jakaś odpowiedź, a ja aż tak bardzo nie mijałem się z prawdą. Po chwili Rafael skierował w moją stronę kolejne pytanie. Tym razem pytał się mnie o wybranie gór, jako cel mojego krótkiego „przewietrzenia się”.
- Gdy wyszedłem z pałacu, zacząłem trochę rozglądać się po okolicy i wtedy zobaczyłem te monstrualne szczyty. Zainteresowały mnie i przyszedłem tutaj. – tym razem moja odpowiedź była nieco bardziej złożona od poprzedniej. – Muszę powiedzieć, że jest tutaj przepięknie.
 
W pewnym momencie śnieżna nawałnica zelżała. Zdjąłem wtedy czapkę, co już chciałem zrobić od początku, jednak wizja przeziębienia skutecznie mi to opóźniała, oraz nieco poluzowałem szali, dzięki czemu miałem odsłonięte usta i część szyi. Najwyraźniej chłód ciągle doskwierał Rafaelowi, bo ten sięgnął za pazuchę i wyjął zza niej kulę, której mieszkańcem okazał się być mały stworek o intensywnym ciemnozielonym grzbiecie. Okazało się, że jest to pokemon typu ognistego, Cyndaquil. Mały stworek rozpalił na swoim grzbiecie dosyć intensywny i spory płomień,  jak na osobnika takiej wielkości. Tak jak Rafael, przykucnąłem przy Cyndaquila i, uprzednio zdjąwszy rękawice, zacząłem ogrzewać swoje zmarznięte dłonie. W dość krótkim czasie jednak płomień zaczął powoli się zmniejszać, aż w końcu stworek całkowicie opadł z sił. Zimno nie udzielało się ludziom, którzy byli poubierani w kilka warstw ubrań, a co dopiero ognistemu pokemonowi bez żadnego dodatkowego nakrycia. W pewnym momencie Rafael podniósł go, po czym przytulił go do siebie, zapewne aby go ogrzać.
- Zatem do zobaczenia. – pożegnałem się z Rafaelem. – Mam nadzieję, że kiedyś znowu uda nam się spotkać. Oczywiście w niego cieplejszym miejscu.

Ponownie przywdziałem swój cały dobytek, aby nie zmarznąć w drodze powrotnej do Pałacu. Maszerując sobie tak powoli w pewnym momencie zauważyłem na niebie wielobarwne światła.
- Zorza polarna? – zdziwiony zapatrywałem się w ten piękny widok na niebie.
W pewnym momencie zauważyłeś coś na niebie. Był to długi kształt, który latał między  światłami zorzy polarnej. W pewnym momencie zleciał trochę niżej i mogłem uważniej mu się przyjrzeć. Okazało się, że jest to kolejny legendarny pokemon.
- Rayquaza! – prawie krzyknąłem zadziwiony ujrzeniem stworka w takim miejscu.
Stwór jakby usłyszał mój głos, bo odwrócił głowę w moją stronę, a następnie odleciał. Jeszcze kilka chwil stałem w tym samym miejscu. Właśnie przed oczyma przeleciał Rayquaza, najbardziej znany legendarny pokemon. Można by tu mówić o szczęściu, jeszcze większym niż w przypadku spotkania z Regicem. Po chwili zawiał mocniejszy podmuch, który pozwolił mojej świadomości powrócić do ciała. Ponownie ruszyłem w stronę pałacu. Widok Rayquazy ucieszył mnie i sprawił, że postanowiłem sobie jedno. Że kiedyś zostanę jego trenerem.




Śnieżna nagroda:


x1


@edit: Celestia.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Góry Lodowe
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lodowe jezioro
» Lodowe Szpony

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rozgrywki :: Kraina Lodu-
Skocz do: