IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The boy who lived...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: The boy who lived...   Sro 15 Cze 2016, 17:07

Zostałeś doprowadzony przez Wiktora aż do samej lady, gdzie zostałeś przekazany dla siostry Joy. Kobieta od razu z pełnym profesjonalizmem się tobą zajęła. Jako że Centrum Pokemon było głównie lecznicą dla pokemonów, jednak mimo wszystko czułeś się wzięty pod profesjonalną opiekę.
- Wychodzi na to, że nie doszło do wstrząśnienia mózgu, co jest plusem. - skomentowała siostra Joy, patrząc na wykonany kilkanaście minut wcześniej rentgen. - Jednak ten siniak na prawdę wygląda źle. Przez najbliższe dnie powinieneś się nazbyt nie forsować. Brat powinien się tobą należycie zaopiekować.
Brat? Jaki brat? Czyżby kobieta miała na myśli Wiktora? Po chwili okazało się, że tak się jej przedstawił sam chłopak. Jednak czemu to zrobił?
- Pójdę poszukać jakiejś maści, żeby złagodzić ból i wykonam ci opatrunek, dobrze? - odparła kobieta z ciepłem w głosie, po czym opuściła pomieszczenie.
- I jak tam stary, wszystko w porządku? - spytał ciebie Wiktor, wślizgnąwszy się przez otwarte drzwi. - Wybacz te małe kłamstewko, ale nie chciałem mieć żadnych kłopotów. To raczej nieco dziwne, że osiemnastolatek przyprowadza poobijanego nastolatka do lecznicy, nie uważasz?




Ostatnio zmieniony przez Mhrok dnia Sro 15 Cze 2016, 22:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 15 Cze 2016, 17:18

Głowa wydawała mi się strasznie ciężka. W pewnym momencie poczułem mocniejsze uderzenie bólu, jakby ktoś wbijał drewniany kołek w czoło i odruchowo przytrzymałem głowę dłońmi. Wziąłem głębszy oddech i zacisnąłem mocno powieki.
Diagnoza lekarki ucieszyła mnie, choć wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy, że głupie uderzenie w drzewo może zakończyć się poważnym wstrząśnięciem mózgu. Zresztą nawet nie miałem wiele czasu na zastanawianie się nad tym, co mi dolega, gdyż przede wszystkim umysł miałem chwilowo przyćmiony bólem, a jeśli już o czymś myślałem, to o tym, jakim cudem znalazłem się w przeszłości! Mi, zwykłemu, prostemu nastolatkowi z Viridian, zostało przekazane brzemię losów milionów ludzi. Mogłem spróbować zmienić bieg historii, albo za dziesięć lat ponownie obserwować świat sypiący się pod gruzami wojny.
Słowa, które kierowała do mnie siostra Joy, słyszałem jak przez ścianę. Mówiła coś o moim bracie, że powinien się teraz mną zaopiekować.
- ...Bracie? - mruknąłem niewyraźnie. - Przecież Mike jest za młody by się mną opiekować...
Dopiero gdy Wiktor wszedł do pomieszczenia przypomniałem sobie o jego istnieniu i domyśliłem się, że to pewnie o nim mówiła siostra.
- Nie wiem, nie wiem. Może i dziwne - burknąłem coś od niechcenia. Myślałem, że za chwilę głowa mi eksploduje. - Boże, moja głowa... Dzięki za pomoc, kolego. Gdyby nie ty, to nie wiem co bym zrobił.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 15 Cze 2016, 22:49

- Nie no dobra, nic się nie stało. Przecież bym ciebie nie zostawił samego w tamtej ruderze. - odparł Wiktor, po czym wziął jakiś stołek i przysiadł obok ciebie.
Siostra Joy przyniosła maść oraz założyła ci opatrunek. Przy okazji przestrzegła twojego brata, w którego roli występował Wiktor, aby uważał na ciebie, abyś zbytnio się nie forsował przez najbliższe 3-4 dni.
- Oczywiście, zajmę się młodszym braciszkiem. - chłopak musiał czuć się w tej roli znakomicie, co wyglądało nawet uroczo.
Kobieta opuściła pokój, prosząc, abyś został jeszcze w lecznicy kilkadziesiąt minut w ramach obserwacji. Z braku innego zajęcia zaczęliście rozmawiać z Wiktorem. Dowiedziałeś się o tym, że chłopak mieszka w Pallet Town całe życie, jednak udało mu się zwiedzić sporą część Kanto a nawet wschodnie Johto. Skończył on już szkołę i właśnie zastanawiał się nad tym, co zrobić w swoim życiu. Jedną z opcji, która wydawała się dla niego nawet najlepszą ze wszystkich, było wyruszenie w podróż. Jednak nie po to, aby skupić się na zbieraniu odznak, co byłoby zajęciem pobocznym, ale żeby zwiedzać i przeżywać przygody.
- A co z tobą Alex? I tak właściwie jak ty wylądowałeś w tej ruderze? - Wiktor zadał to pytanie, co prędzej czy później i tak pewnie by nadeszło. Jak teraz z tego wybrniesz?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Pią 17 Cze 2016, 00:44

Gdy Wiktor nazwał mnie młodszym braciszkiem, przez chwilę zrobiło mi się dziwnie smutno, gdyż przypomniałem sobie o moim prawdziwym bracie. Małym Mike'u. Zwykle traktowałem go z dystansem i uważałem za wkurzającego dzieciaka, lecz ku memu zdziwieniu, gdy nagle go straciłem, zacząłem za nim tęsknić. Bądź co bądź fajnie było być tym starszym, tym odpowiedzialniejszym, tym, z którego bierze się przykład. Zdałem sobie sprawę, że ciężko będzie żyć pamiętając wszystko, co wydarzyło się w alternatywnej rzeczywistości i jednocześnie nie dać po sobie poznać, że ma się taką wiedzę. Zaciekawiła mnie też myśl, która napomknęła mi się przypadkiem. Co by się stało, gdybym komuś powiedział, że jestem z przyszłości? Czy to w jakiś sposób naruszyłoby kontinuum czasoprzestrzenne? Machnąłem na to ręką, uznawszy, że bzdurą byłoby ryzykować, więc skoro nie mam zamiaru tego robić, to po co nad tym rozmyślać? Zresztą nie miałem wiele czasu na gdybanie. Obok mnie siedział rudzielec i wbijał we mnie zielone, pogodne oczy. Od razu zauważyłem, że jest to typowy ekstrawertyk, który uwielbia mówić o sobie i nie wstydzi się nawiązywać kontaktu z nieznajomymi. Ucieszyło mnie, że tak się otwiera, bo to oznaczało, że nie podejrzewa, że jestem, powiedzmy, z innej planety. Martwiło to, że zaraz zada to pytanie...
-A co z tobą Alex? I tak właściwie jak ty wylądowałeś w tej ruderze?
Spodziewałem się, że o to zapyta właściwie odkąd zaprowadził mnie do klinki. Pomimo bólu głowy, zdążyłem już zaprzątnąć ją trapiącymi myślami, które z pewnością nie poprawiały mojego stanu, ale za to przygotowałem pokrótce zmyśloną historię mojego życia.
Ale nie, nie, Wiktorze. Postanowiłem nie być tak wylewny jak ty.
- Wiesz co, kolego... Przez te uderzenie zapomniałem jak znalazłem się w tym lesie. Ostatnie co pamiętam, to mój pobyt w knajpie w Viridian... tak, zjadłem tam obiad, a potem gdzieś poszedłem. Chyba właśnie do lasu. Nawet nie wiem kiedy, zawędrowałem aż do Pallet. Nieźle, co? - mruknąłem pod nosem i uśmiechnąłem się krzywo. Potarłem dłonią coraz mniej pulsującą bólem głowę i palcami przeczesałem kosmyk włosów, opadający na czoło. - Otóż sprawa wygląda tak, że przyjechałem tu z Sinnoh. Postanowiłem wyruszyć w podróż trenerską. Podobnie jak ty, pragnę podróżować i jednocześnie łapać pokemony.
Siedziałem na krześle, opierając łokcie na udach, z dłońmi złożonymi jak do modlitwy i przenikliwie obserwowałem towarzysza rozmowy. Chciałem wyczytać z jego twarzy wszystkie emocje.
- A właśnie! - nagle ożyłem i triumfalnie uniosłem do góry dłoń zaciśnięta w pięść. - Przypomniałem sobie. Szedłem do Pallet by otrzymać od profesora pierwszego pokemona. No tak! Wiesz gdzie go znajdę?
Podniosłem się momentalnie z krzesła i już chciałem ruszyć do drzwi, kiedy ból głowy znowu dał o sobie znać. Posłusznie wróciłem na krzesło i zrezygnowany westchnąłem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Nie 19 Cze 2016, 02:48

Wiktor przysłuchiwał się twoim wyjaśnieniom, co jakiś czas przytakując głową na kolejne wypowiadane przez ciebie zdania. Gdy tylko skończyłeś swoją przydługawą wypowiedź, chłopak uśmiechnął się do ciebie szeroko.
- Ty to masz przygody mały. - powiedział, po czym poczochrał twoje i tak już ułożone w artystycznym nieładzie włosy.
Wygląda na to, że Wiktor łyknął przynętę. Ciekawe tylko, na ile ona starszy czasy i jak długo będzie dawała rezultat. Gdy tylko wspomniałeś o tym, że idziesz do profesora Oaka, ten wydawał się być o wiele bardziej ucieszony. Zaproponował on nawet tobie, że pójdziecie tam razem.
- Znam jeszcze starego Oaka z czasów szkolnych, kiedy mnie uczył. Będę mógł się za tobą wstawić i może uda się dla ciebie zdobyć jakiegoś lepszego pokemona. - argumentował to Wiktor.
No to śliwka w kompot. Gdyby sam udał się do profesora Oaka, mógłbym podać się za kogokolwiek i w jakiś sposób postarać zdobyć się od niego pierwszego pokemona. Teraz jednak, kiedy to towarzyszyć miał ci Wiktor, sprawa się nieco komplikowała. Siostra Joy, przyszła do was po kolejnych kilku minutach i oznajmiła, że możecie już iść, Ponownie zostaliście oboje przestrzeżeni o możliwości wystąpienia objawów ubocznych, Wiktora zaś kobieta upomniała, aby się tobą zajął.
- Tak, to jest piękny dzień na zaczęcie podróży! - ocenił chłopak, kiedy to wyszliście z budynku.
Wiktor miała rację, słońce zaczynało świecić coraz bardziej, a na niebie pojawiała się coraz większa liczba śnieżnobiałych obłoków. Wspólnie udaliście się do Laboratorium profesora Oaka, które okazało się być całkiem niedaleko od budynku lecznicy. Po wejściu do środka naukowiec od razu rozpoznał swojego starego ucznia. Po krótkiej pogawędce temat zszedł na ciebie. Wiktor w tym momencie przedstawił ciebie jako przybyłego z Sinnoh kuzyna, który usłyszawszy o tym, że chłopak chce rozpocząć swoją podróż pokemon, postanowił wyruszyć wraz z nim.
- Zdaje mi się, że nie będę miał już żadnych pokemonów, które zwyczajowo rozdaję młodym trenerom, ale na pewno zaraz coś tutaj znajdę. - odparł do was naukowiec, grzebiąc w szufladach sporych rozmiarów szafy. - Chyba je mam!
Naukowiec trzymał w obu rękach dwie, czerwono-białe kule, które wręczył tobie i Wiktorowi. W niej miały znajdować się wasze pierwsze pokemony. Jako że oboje z Wiktorem byliście bardzo ich ciekawi, od razu wypuściliście je z kul.
- Pokemon należący do ciebie nazywa się Shinx, jest on typu Elektrycznego i pochodzi on z regionu Sinnoh. - zwrócił się do ciebie naukowiec. - Ty zaś Wiktorze otrzymujesz Oddisha, jednego z przedstawicieli jednocześnie pokemonów Trawiastych i Trujących regionu Kanto. - pokrótce profesor Oaka przedstawił również drugiego stworka. - Od teraz one należą do was.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Nie 19 Cze 2016, 21:11

Zanim wyszliśmy z centrum, ukłoniłem się przed siostrą Joy i uprzejmie podziękowałem za zaopiekowanie się mną.
- Mam nadzieję, że nie sprawiłem dużego kłopotu - powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej na pożegnanie. Potem ruszyłem za rudzielcem w stronę wyjścia, po drodze przyglądając się z dziwną fascynacją trenerom i pokemonom, czekających na fachową opiekę uroczej siostry Joy. Wszystko wokół mnie wydawało mi się bardzo odległe, choć w rzeczywistości było na wyciągnięcie ręki. Optymizmem napawał mnie każdy uśmiech dzieciaków, którzy cieszą się życiem w niezwykłym świecie pełnym pokemonów. Z drugiej strony było mi smutno, bo wiedziałem, że jeśli nic nie zrobię, albo jeśli nie uda mi się czegoś zrobić, to za kilka lat to wszystko minie. Cała magia tego świata. Myśl ta była przybijająca, ale pocieszyłem się trochę banalnym stwierdzeniem, że przecież dam radę!
- Masz rację - odparłem, gdy Wiktor na głos wyraził zachwyt słoneczną pogodą.
Choć być może nie było po mnie tego widać, ale byłem bardzo podekscytowany faktem, że za chwilę otrzymam pierwszego pokemona. Po tych wszystkich lekturach, w których te stwory zostały wykreowane na coś w rodzaju bóstwa, niesamowitych, niepokonanych stworzeń, byłem szczęśliwy, że teraz będę widział je często na własne oczy, a nawet trenował własne! Nawet nie przyszło mi na myśl, że będę musiał pokazywać komukolwiek swoje dokumenty, że profesor sobie tego zażyczy. Radość przyćmiła częściowo zdrowy rozsądek. Liczyło się tylko to, że zaraz rozpocznę wymarzoną przygodę. Oczywiście wciąż pamiętałem o mojej misji, ale czemu miałem nie myśleć o przyjemnych aspektach podróży do przeszłości?
Weszliśmy do laboratorium i z dziecięcą fascynacją zacząłem przyglądać się wszystkim maszynom, narzędziom, pomocnikom profesora oraz samemu Oakowi. Słyszałem o nim wiele, oglądałem programy w telewizji, w których występował, a teraz był przede mną. Mimowolnie otworzyłem szerzej oczy i usta. Musiałem wyglądać co najmniej komicznie.
- Dzień dobry, Profesorze! - powiedziałem. Jednym uchem słuchałem pogawędki Wiktora z jego starym nauczycielem. Bardziej interesował mnie sprzęt profesora. Pierwszy raz widziałem takie rzeczy na żywo. Gdy temat ich rozmowy zszedł na mnie, natychmiast odwróciłem się do nich i pokiwałem głową, gdy rudzielec o mnie powiedział. Zdziwiłem się, gdy Wiktor powiedział, że mamy wyruszyć razem w podróż. Przecież nie rozmawialiśmy o tym. Uznałem, że tak tylko wymyślił, żeby przekonać Oaka do dania nam pokemonów szybko, od ręki. I tak się stało. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy pojawiły się przede mną dwa stworki. Złoty piesek i... coś z liśćmi na głowie. Ten pierwszy od razu mi się spodobał, więc zaklaskałem w dłonie jak dziecko, gdy profesor powiedział, że ten jest dla mnie.
- Jaki piękny! Jeszcze nigdy nie widziałem tak cudownego pokemona! - zachwyciłem się. Nachyliłem się nad Shinxem i pogłaskałem go po głowie. - Od dziś będę twoim opiekunem. Cieszysz się?
Uśmiechnąłem się łagodnie i klęknąłem obok, by utrzymać z nim kontakt wzrokowy.
- Wydaję mi się, że kiedyś widziałem takiego pokemona, ale w innym kolorze - zamyślony powiedziałem w powietrze. - Nie wiem jak ci dziękować profesorze! Bardzo się cieszę. - podniosłem się z kolan i zwróciłem do Oaka.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 21 Cze 2016, 21:31

- Shin, shinx! - odparł wesoło szczeniak, po czym od razu wskoczył ci w ramiona rozradowany.
Najwyraźniej nie musiałeś bać się o to, że pokemon ciebie nie polubi, czy że będziesz musiała przekonywać go do swojej osoby, gdyż to on sam skrócił dystans między wami. Profesor przyznał ci rację, kiedy odparłeś, że kiedyś widziałeś już takiego pokemona. Mężczyzna powiedział ci, że otrzymał go od tamtejszego profesora, żeby przebadać jego ewentualne różnice od normalnie umaszczonej wersji, jak i przeprowadzić takie badania na jego ewolucji.
- Sam rzadko mam okazję do walki, ale mam nadzieję, że mi pomożesz, mam rację? - odparł profesor, ciepło się do ciebie uśmiechając. - Och, właśnie! Zapomniałbym jeszcze o czymś. - mężczyzna znowu przybliżył się do biurka, z którego to wyciągnął kolejne kule jak i cztery zupełnie nowe przedmioty - dwa płaskie i czerwone, oraz dwa nieco bardziej zaokrąglone i w czerwonym kolorze. - Jest to PokeDex, w którym znajdziecie wszelkie możliwe informacje o pokemonach. Drugi przedmiot to PokeNav, jest to zbiór różnych przydatnych urządzeń elektrycznych takich jak mapa czy telefon komórkowy. Na pewno pomogą one wam podczas podróży.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 21 Cze 2016, 22:29

Przytuliłem do piersi Shinxa i delikatnie pogłaskałem go głowie.
- Nie ma problemu! Pomogę! -odparłem, może trochę nienaturalnym dla mnie, radosnym głosem. Szczęście spotęgowało się w chwili, gdy profesor podał mi do ręki czerwone urządzenie w kształcie prostokąta, które po odchyleniu klapki ukazało mi niewielki ekran i kilka przycisków o nieznanych mi funkcjach. Chwilę później podał mi drugie cacko, więc położyłem pieska na ramieniu, by móc chwycić je w lewą dłoń. Obejrzałem je z każdej strony zastanawiając się, co to może być. Pokedex nie był dla mnie niczym nowym, choć przyznam, że wtedy po raz pierwszy trzymałem go w rękach. O Pokenavie nigdy nie słyszałem. Musiał stracić na wartości w moim czasach i został zastąpiony dużo bardziej rozbudowanymi sprzętami. Mimo to spodobała mi się w nim prosta obsługa i spełnianie podstawowych, niezbędnych funkcji i brak głupich dodatków.
- Dzięki, profesorze. Obiecuję, że będę dbał o małego - kiwnąłem głową na Shinxa i uśmiechnąłem się do niego. Otworzyłem plecak i włożyłem do niego kule, które również podarował mi profesor. Domyśliłem się, że są puste i w nie będę łapał nowe pokemony. Z kolei pokenav ukryłem w lewej kieszeni bojówek, zaś Pokedex postanowiłem po raz pierwszy użyć. Domyśliłem się, że skanuje się największym przyciskiem. Kliknąłem go, po czym najechałem kamerą na Shinxa. - Dobra, Wiktor. Trzeba się zbierać, chyba, że chcesz o coś jeszcze spytać. Jeszcze raz dzięki, Profesorze!
Gdy załatwiliśmy już wszystkie sprawy z Oakiem, jeszcze raz obejrzałem wnętrze budynku i wyszedłem na zewnątrz.
- No, dzięki kolego za pomoc. Miło było cię poznać - wyciągnąłem dłoń do Wiktora i wyjąłem Pokenav z plecaka, by obrać kurs na Viridian City. Moje kochane, rodzinne miasto!




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sob 25 Cze 2016, 10:59

Gdy raz po raz dziękowałeś profesorowi, zarówno za otrzymanie pokemonów jak i wszystkich tych trenerskich cacek, uśmiech na jego twarzy zdawał się coraz bardziej rosnąć. Bycie naukowce, a tym bardziej bardzo ważnym i znanym profesorem, na pewno nie było pracą łatwą. Ale na pewno takie momenty jak te, kiedy Oak wysyłał młodych, i nieco mniej młodych, ludzi na ich własne podróże, na pewno wynagradzał mu cały znój pracy. Wiktor zaczął rozmawiać z profesorem o swoich starych, szkolnych czasach, wtedy ty zajęłaś się Shinxem, wykonałaś jego skan, po czym zaczęłaś się jemu dokładnie przyglądać.




Shiny Shinx
(0)
Natura: Wesoła
Ataki: Tackle, Charge
Umiejętność: Rivalry

Wiktor jeszcze porozmawiał chwilę ze swoim dawnym nauczycielem, po czym opuściliście laboratorium, otrzymawszy życzenie pomyślnej podróży od naukowca. Chłopak oświadczył ci, że ma jeszcze parę spraw do załatwienia w Pallet i żałuje, że nie może podróżować od razu z tobą. Zaoferował ci jednak praktycznie od razu zapisanie jego numeru w twoim PokeNavie.
- Zadzwoń kiedyś i pochwal się, jak ci idzie, braciszku. - powiedział przekornie, po czym ruszył w swoją stronę Wiktor.
Wyjście z Pallet nie było specjalnie trudne, mieścina nie była za duża, a dojście do Drogi 1 było bardzo dobrze oznakowane. Po kilkunastu minutach znalazłeś się na wzniesieniu, z którego mogłeś zobaczyć zarysy swojego rodzinnego miasta - Viridian.




Ostatnio zmieniony przez Mhrok dnia Sro 29 Cze 2016, 19:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sob 25 Cze 2016, 22:42

- Hej, nie wczułeś się za bardzo, kolego? - uśmiechnąłem się szczerze i mrugnąłem okiem. Może i zmyślił sobie na poczekaniu to, że jest moim bratem, ale czułem się, jakby rzeczywiście tak było. I powiem szczerze, że spodobało mi się to. Relacja z nim przypominała mi o mnie i moim bracie, co napawało mnie żalem, ale jednocześnie wzruszeniem. Takim przyjemnym wzruszeniem, od którego mimowolnie się uśmiechasz. - Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Będziemy w kontakcie.
Podałem mu Pokenav, by zapisał swój numer, po czym znowu ukryłem go w kieszeni. Odszedłem kawałek, zasalutowałem na pożegnanie i pobiegłem w swoim kierunku. A mianowicie trafiłem na drogę numer 1, co nie sprawiło dużo kłopotów. Pallet nie było dużym miasteczkiem i zorientowałby się w nim nawet najmniej rozgarnięty człowiek. Stanąłem na wzniesieniu, położyłem dłoń na czole i zauważyłem zarysy mojego rodzinnego miasta. Poznałem je od razu. Napełniło mnie to dziwnym podnieceniem i biegiem ruszyłem ścieżką. Po chwili zdążyłem się opamiętać i skarciłem się w myślach. Stwierdziłem, że powinienem uważnie obserwować okolice, gdyż mógłbym przeoczyć ciekawe zjawiska, rzeczy, a przede wszystkim pokemony. Teraz moim celem było zniszczenie Teamu Rocket. A żeby to zrobić, musiałem stworzyć silną drużynę. Ruszyłem więc spokojnym krokiem i rozglądałem się na boki, gwiżdżąc pod nosem wesołą melodyjkę.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 28 Cze 2016, 11:34

Po skarceniu się zacząłeś iść spokojnym i opanowanym krokiem, co jakiś czas rozglądając się na boki. Tak jak wspomniał wcześniej Wiktor, pogoda bardzo sprzyjała podróży. Okolica również była przyjemna - wysokie trawy lekko kołysała się na wietrze, gdzieniegdzie stały samotne drzewa, niczym strażnicy drogi prowadzącej do kolejnego miasta. Ty jednak nie bałeś się ich i dzielnie przechodziłeś obok. W pewnym momencie usłyszałeś jakieś szumienie po prawej stronie. Od razu odwróciłeś się tam i zacząłeś obserwować wysoką na ponad metr trawę. Szelest przybierał na sile, coś się zbliżało w twoim kierunku. Nagle coś wyskoczyło i... zobaczyłeś niewielkiego ptaszka, który od razu wskoczył ci na głowę.
- Pi, pi, dżej! - pokemon wydawał się być naprawdę przerażony.
Zauważyłeś również, że ptaszek wskazuje skrzydłem w stronę trawy, z której dalej słyszałeś szelest. Czyżby dalej coś się tam znajdowało? Okazało się, że tak, bo kilkanaście sekund później wyskoczył z nich kot o jasnym umaszczeniu. Zaczął on się rozglądać po okolicy, aż zatrzymał wzrok na siedzącym na twojej głowie ptaku. Zatem już wiadomo, czego on się wystraszył.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 28 Cze 2016, 13:42

- Hej, przyjacielu - odparłem z uśmiechem na ustach, gdy uroczy ptaszek wskoczył mi na głowę. Trochę mnie to zabolało przez pazury, które delikatnie wbił mi w głowę, ale na szczęście dzięki gęstej czuprynie ból nie był bardzo dotkliwy. Poza tym bardziej przejąłem się przeraźliwym ćwierkaniem pokemona i jego strapioną miną. Wiedziałem, że coś mu się stało. Już chciałem go zapytać, o co chodzi, lecz wyprzedził moje pytanie i wskazał skrzydłem na pobliskie wysokie trawy. Bohatersko ruszyłem w ich kierunku, uprzednio karząc pokemonowi zostać w tyle. Odsłoniłem rękami zarośla i wówczas wyskoczył z nich kotopodobny stwór.
- A więc to ty wystraszyłeś tego biedaka? Kolego, radziłbym się wycofać, bo jak nie, to tego pożałujesz! - podniosłem głos na kota i wskazałem mu palcem na trawy w oddali.
Czułem jednak, że pokemon szuka zaczepki i tak łatwo nie odpuści. Byłem na to przygotowany. Wsadziłem dłoń do kieszeni bojówek i pochwyciłem w nią kulę, w której siedział mój Shinx.
Jeśli kot posłusznie nie odszedł, wyjąłem dłoń z kieszeni i podrzuciłem kulą, z której wyleciał mój nowy kompan. Kazałem mu zaatakować ostrzegawczym Wild Chargem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 28 Cze 2016, 21:12

Kot zdawał się nie brać ciebie na poważnie jako potencjalnego przeciwnika. W końcu nie byłaś pokemonem i nie miałaś przeciwko niemu realnej siły. Sytuacja jednak nieco się odwróciła, kiedy to wypuściłeś Shinxa. Początkowo Meowth nawet nieco odsunął się od was, jednak po chwili, kiedy oswoił się z widokiem psiaka, powrócił do swojej poprzedniej pozycji.
- Meow! - prychnął na was głośno, po czym przyjął bojową pozycję, gotowy do ataku w każdej chwili.
Pidgey spadł za twoje plecy i zza nich jedynie wyglądał na Meowtha, i na to, co kociak zamierza zrobić. Shinx wykonał twój rozkaz, pokrył się iskierkami, po czym uderzył w kota. Ten nie pozostał dłużny i zadrapał psiaka po pyszczku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 28 Cze 2016, 21:58

- Dobrze, a więc nie zamierzasz odpuścić? - burknąłem pod nosem, lecz na mojej twarzy zagościł niewielki uśmieszek. - W takim razie walczmy!
Odwróciłem się do tyłu, by upewnić się, że Pidgey znajduje się w bezpiecznej odległości, kiwnąłem głową i znowu spojrzałem na gniewnego kota. Podekscytował mnie fakt, że po raz pierwszy stoczę prawdziwą bitwę pokemonów! Często oglądałem nagrania z takich walk w telewizji, a także czytałem o nich w książkach i marzyłem o tym, by móc samemu się w takiej sprawdzić. Nigdy nie sądziłem, że te marzenie się spełni.
- Shinx, wiesz co robić? - zapytałem głupio, by po chwili skarcić się w myślach, że to przecież pokemon i na pewno wie, czym są walki. - Zacznij od Charge, by wzmocnić siłę ataku w następnej rundzie. Później od razu rusz na kota i daj mu do zrozumienia, że chcesz go zaatakować. Wtedy zmyl go i wskocz mu na głowę. Zeskocz za nim i uderz go za pomocą Tackle w plecy! Później odbiegnij na bezpieczną odległość, poczekaj na kontratak i gdy ten nastąpi - użyj Wild Charge!




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 28 Cze 2016, 22:17

Pidgey, gdy tylko zobaczył, że zamierzasz walczyć z Meowthem, oddalił się za rosnące obok was drzewo, po czym wychylił skrzydło, na znak że jest gotowy.
Shinx od razu naelektryzował swoje futerko, po czym wykonał szarżę na kota. Meowth przyjął defensywną postawę, jednak nie spodziewał się tego, że przeciwnik zaatakuje najpierw od góry, a później uderzy od tyłu. Widać było, że jest to dziki pokemon przyzwyczajony do uderzania silnymi atakami na oślep i uważający to za idealną taktykę. Dzięki temu miałeś przewagę. Wild Charge jednak jedynie zadrasnął kota, który wykonał unik, po czym zaczął wściekle drapać Shinxa po całym prawym boku. Zauważyłeś nawet w pewnym momencie, że na jasną ścieżkę spłynęło kilka kropel krwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Wto 28 Cze 2016, 22:24

- Shinx! Trzymaj się. Możesz nadal walczyć? - zapytałem z wyraźną troską w głosie. - Jeśli tak, to następnym razem staraj się unikać ciosów pazurami. Gdy tylko zauważysz, że kot szarżuje na ciebie, otocz się elektrycznością (Wild Charge), co posłuży ci za swego rodzaju tarczę. Wówczas wykonaj ten atak tak, jak należy. Nie pozwól mu na chwilę wypoczynku! Z całej siły uderzaj go Tacklem! Pamiętaj by uważnie obserwować jego ruchy. Gdy będziesz spodziewał się ataku, łatwiej go unikniesz.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 00:30

Shinx, po twoim pytanie, szczeknął do ciebie, co oznaczało zapewne dalszą gotowość do walki. Twoja uwaga o unikach ciosów pazurkami na pewno zostanie wzięta przez twojego podopiecznego pod uwagę. Kot pewnie zaczął szarżować na Shinxa, ten wykonał unik i uderzył w bok Meowtha Wild Charge. Następnie psiak doprawił to jeszcze Tackle, po czym odskoczył i zaczął przypatrywać się reakcji kota. Meowth chciał znowu przejść do drapania, jednak psiak wykonał unik, przez co kot przywalił prosto w drzewo.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 00:45

Uśmiechnąłem się pod nosem, zauważywszy, że wszystko idzie zgodnie z planem. Uznałem to za dobry początek.
- Wspaniale, kolego! Świetnie ci idzie. Spróbuj go wykończyć, gdyż jest przyparty do drzewa. Naładuj mnóstwo energii w ciele i uderz go potężnym Wild Chargem! Nie pozwól mu uciec od drzewa! Jeśli dalej będzie chciał walczyć, dopraw go kilkukrotnym Tackle. Wierzę, że sobie poradzisz! - nawet nie sądziłem, że zwykła walka wywoła u mnie tyle emocji. Nie zauważyłem, że mój głos nagle przemienił się w krzyk. Odruchowo zacisnąłem pięści i z niecierpliwieniem czekałem na wynik bitwy. W międzyczasie jeszcze zerknąłem na Pidgeya, który obserwował walkę z drzewa i puściłem mu oczko.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 12:28

Wild Charge zdał się być wystarczający, aby znokautować twojego przeciwnika. Shinx oddalił się od drzewa i zaczął patrzeć na kota, który początkowo się nie ruszać. W pewnym momencie Meowth wstał, po czym... uciekł do trawy. Ale mimo to można uznać to za twoje pierwsze zwycięstwo!
- Shin, shinx.
Psiak podbiegł do ciebie i zaczął wesoło merdać ogonkiem. Najwyraźniej był bardzo zadowolony ze swojej wygranej przeciwko dzikiego pokemonowi. Pidgey również był szczęśliwy, w końcu udało ci się go uratować od jego oprawcy. Po chwili zauważyłaś też, że Pidgey ma coś z lewym skrzydłem. Najwyraźniej to uniemożliwiło mu jakąkolwiek ucieczkę od dzikiego kota.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 12:57

+wygrana walka?

Ucieszyłem się, widząc, że kociak w końcu zmądrzał i dał spokój Pidgeyowi. Czułem, że więcej go już nie będzie nękał. Nadal jednak martwiłem się losem mojego podopiecznego. Widziałem, że jest lekko ranny i bałem się, że może mu się pogorszyć. Podszedłem więc do niego, uklęknąłem i czule potargałem futerko na główce.
- Dobrze się spisałeś. Teraz mi pokaż ten swój bok - złapałem go delikatnie oburącz i posadziłem na udzie. Obejrzałem go z każdej strony, niedoświadczonym okiem próbując ocenić stan jego zdrowia.
Chwilę później kątem oka zauważyłem, że Pidgey dziwnie porusza lewym skrzydłem, jakby go bolało. Zaniepokoiłem się tym, ale w jednej chwili dotarła do mnie odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Czemu ten ptak nie mógł po prostu uciec przez Meowthem? W końcu to on miał skrzydła!
- Koleżko, wygląda na to, że muszę cię zabrać do centrum pokemon. Shinx, tobie też się przyda kontrola lekarska. Póki co, wejdź proszę do pokeballa. Nie dam rady nieść ciebie i rannego pokemona jednocześnie - nie czekając na odpowiedź, choć z przepraszającym wzrokiem, wyciągnąłem pokeballa i schowałem w nim pieska. Następnie chwyciłem ostrożnie Pidgeya i szybko pobiegłem z nim do kliniki, w której sam się leczyłem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 18:19

Shinx posłusznie podszedł do ciebie i dał obejrzeć swój bok. Zauważyłaś na nim ranę, jednak nie była ona głęboka i zdążyła się już wytworzyć strup, więc raczej nie zagrażała ona życiu psiaka. Shinx zdawał się już nawet nie czuć tego, że oberwał w to miejsce. Radość po wygranej najwyraźniej rekompensowała wszystkie odniesione rany. Przeszłaś zatem do kwestii Pidgeya, który zasygnalizował ci wcześniej, że ma problemy ze swoim lewym skrzydłem. Nie znałeś się niestety wiele nad anatomią pokemonów i nie wiedziałeś, jak mógłbyś pokemonowi pomóc. Jedynie przyszło ci do głowy, aby wrócić do Centrum Pokemon, w którym sam się kurowałeś. Schowałeś zatem Shinxa do kuli i czym prędzej wróciłeś do miasta, aby zająć się zranionym Pidgeyem. W kilkanaście minut pokonałeś drogę do Pallet, a kolejne kilka zajęło ci dotarcie do budynku lecznicy, w którym od razu skierowałeś się na stanowisko siostry Joy
- Zdaje się, że to jedynie niegroźne zwichnięcie, jednak rzeczywiście utrudnia to funkcjonowanie. - oceniła fachowym okiem kobieta. - Wystarczy jednak użycie lekarstwa oraz przewiązanie skrzydła. Pod koniec dnia będziesz mógł zdjąć opatrunek. Twój Pidgey powinien być już wtedy w pełni zdrów. - pocieszyła ciebie pielęgniarka, po czym wzięła pokemona do pokoju zabiegowego.
________________
* Tak, masz + do wygranych walk ^^


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 18:46

- Tak myślałem. Cieszę się - powiedziałem do siostry, a na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. - Dziękuję ci bardzo, siostro Joy. Jest pani bardzo uprzejma.
Ukłoniłem się przed nią nisko, gdyż czułem do niej ogromny szacunek. Rozumiałem, że to jej praca, ale widziałem, że traktuje ją jak służbę. Zawsze chciałem być takim dobrym człowiekiem.
- No cóż, wrócę więc wieczorem. Nie będę się za bardzo oddalał - odparłem, po czym wyprzedziłem siostrę Joy gdy szła do sali zabiegowej i otworzyłem jej drzwi. - Mogłaby siostra jeszcze chwilę zaczekać? Chciałbym przeskanować Pidgeya. Bo tak właściwie to nie jest mój pokemon.
Byłem trochę zmieszany, bo nie chciałem jej przeszkadzać, ale miałem nadzieję, że nie zrobi jej to dużej różnicy. Szybko wyciągnąłem z kieszeni kwadratowe urządzenie i kliknąłem przycisk skanu. Ukłoniłem się raz jeszcze, a gotowy skan przeczytałem już na zewnątrz.
Miałem dylemat, czy chcę, by Pidgey dołączył do mojej drużyny. Chciałem więc dowiedzieć się co nieco o nim i podczas zwiedzania okolic Pallet podjąć decyzję.
Na Pokenavie wpisałem miasto Pallet i zacząłem szukać na mapie ciekawych miejsc, które mógłbym dzisiaj zobaczyć.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 19:18

- Oczywiście, możesz go zeskanować. - odparła z uśmiechem na ustach kobieta, po czym wpuściła ciebie do pokoju zabiegowego. - Zrób to teraz, a ja zajmę przygotowaniem się potrzebnych mi rzeczy.
Siostra Joy zaczęła chodzić pomiędzy szafkami, wyjmując potrzebne jej rzeczy takie jak bandaż czy zielonowawy specyfik w butelce, ty wykonałeś za ten czas skan.




Pidgey
(0)
Natura: Bojaźliwa
Ataki: Tackle, Sand-Attack, Foresight
Umiejętność: Keen Eye

Same opatrzenie zwichnięcia Pidgeya zajęło kobiecie jedynie kilka minut, co pakuje jej wprawę w niesieniu pomocy stworkom jak i doświadczenie w wykonywanym zawodzie.
- Och, jeszcze jedno. Nawet jeśli nie jest to twój pokemon, to możesz go złapać teraz i trzymać w kuli, gdzie wypocznie. - wyjaśniła ci pielęgniarka, wraz z tobą opuszczając salę zabiegową.
Ty jednak opuściłeś lecznicę, aby móc zastanowić się na spokojnie nad wcieleniem pokemona do swojej drużyny. Wyszukanie w PokeNavie jakiś atrakcji w Pallet pokazało ci jedynie kilka miejsc wartych uwagi. Na liście znajdowało się laboratorium prof. Oaka, którego już miałeś okazję odwiedzić, oraz port miejski, z którego wypływały statki do innych, większych miast regionu Kanto. Poza tymi dwoma miejscami w samym mieście nie znajdowało się nic więcej. Jedynie we wschodniej części Drogi 1 znajdował się Rezerwat Pokemonów.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shiny
Początkujący Trener
avatar

Napisanych : 411
Dołączył : 25/04/2014
Wiek : 19
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Sro 29 Cze 2016, 19:44

Rezerwat Pokemonów wydał mi się interesującym miejscem, choćby dlatego, że nigdy o nim nie słyszałem. Zawsze lubiłem zdobywać nowe doświadczenia, nawet takie, które z pozoru nie zmieniłyby wiele w moim życiu. Wyznawałem zasadę, że nigdy nie wiadomo, czy dana wiedza ci się kiedyś nie przyda. Z drugiej strony nagle przyszła mi do głowy inna myśl. Wspomnienie tych wszystkich dni, kiedy przesiadywałem na drzewach i obserwowałem pokemony, lub pogrążałem się w ulubionych lekturach. Nagle zachciało mi się to porobić. Nie mogłem się zdecydować i przez kilka minut stałem na środku ścieżki patrząc ślepo przed siebie.
W końcu doszedłem do konsensu. Ruszę drogą numer 1, najpierw odwiedzę rezerwat, a następnie posiedzę chwilę na drzewie. Spojrzałem jeszcze na godzinę w PokeNavie, by sprawdzić ile mam czasu i ruszyłem ku celu.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mhrok
Mistrz Regionu
avatar

Napisanych : 2928
Dołączył : 02/05/2014
Wiek : 19
Skąd : Białystok

PisanieTemat: Re: The boy who lived...   Pią 01 Lip 2016, 15:22

PokeNav wskazywał równo godzinę 14 popołudniu, zatem musiałeś się śpieszyć, aby dotrzeć do rezerwatu przed zmrokiem. Ruszyłeś szybkim krokiem przed siebie, przekroczyłeś granicę miasta i znowu znalazłeś się na Drodze 1. Nagle zacząłeś biec, czułeś podekscytowanie. Czyżby to przez pamięć o tamtych beztroskich dniach? Czasie, dziecięcych zabaw, niemartwienia się o nic, ciągłe przyjemności...
- Hej, ty! - usłyszałeś krzyk za sobą, a gdy się odwróciłeś, zobaczyłeś ubranego na czerwono chłopaka.- Widziałeś może gdzieś tutaj Bulbasaura? Jeden uciekł z laboratorium staruszka Oaka.

~ wygląd chłopaka


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The boy who lived...   

Powrót do góry Go down
 
The boy who lived...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Rozgrywki :: » Zaczynamy Przygodę! :: Porzucone-
Skocz do: